Anatomia nienawiści

W poniższym tekście postaram się wyjaśnić skąd wzięła się nienawiść pomiędzy Realem Madryt, a Barceloną. W oparciu o artykuł, który ukazał się na footballtop.ru, oraz własne spostrzeżenia zapraszam do historii obu klubów.

1. Wrogość zakorzeniona
Wrogość obydwu środowisk zaczęła się znacznie, znacznie wcześniej niż oba kluby powstały. Tak jak w większości przypadków, nienawiść tych grup społecznych jest ukorzeniona i przekazywana z pokolenia na pokolenie, jak w polskim klasyku kina, który przedstawiał perypetie Kargula i Pawlaka. Podobnie jest w Hiszpanii, jednak aby dobrze zrozumieć podłożę nienawiści pomiędzy obiema grupami trzeba przenieść się do początków istnienia obu miast. Barcelona jest miastem starszym niż Madryt i jak mówi legenda została założona przez Hannibala Hamilcara, a nazwa miasta pochodzi od nazwiska dowódcy Kartaginy – Barca. Barcelona stała się jedną z wizytówek przemysłu europejskiego, była jednym z największych miast przemysłowych. Katalończycy wiedzieli, że mogą wyżywić siebie bez problemu, jednak Hiszpania również znała i kontrolowała sytuację i dlatego postanowiła utrzymać na siłę Katalonię jako swój teren. Reasumując – gdzie jak nie na boisku w obecnych czasach mogą udowodnić swoją wyższość.

2. Wojna domowa
Po wybuchu wojny domowej generał Franco miał za plecami Niemcy i Włochy, to przyczyniło się do porażki katalonii, a wobec ich zwolenników stosowano represję, godło katalonii, język oraz herb zostały uznane za znaki zakazane. W 1968 ówczesny prezydent Barcelony Narcis de Carreras wypowiedział zdanie „el Barça es más que un club”, po wygranym spotkaniu z Realem Madryt 1:0, mecz ten zapadnie w pamięci, bowiem po ostatnim gwizdku sędziego wielu sympatyków Realu Madryt rzucało butelkami w piłkarzy Barcelony, a wszystkiemu przyglądał się generał Franco, który podobno miał się tylko uśmiechać. Spotkanie to przeszło do historii i zostało zapamiętane jako mecz butelkowy.

3. 11:1 – fakty i mity
Starcia Realu Madryt z Barceloną są od lat wielkimi wydarzeniami w Europie. Najgorsze są wielkie klęski, zarówno dla miłośników Królewskich, jak i fanów Barcelony. Gdy pada pytanie kto wygrał najwyżej w El Clásico, większość sympatyków Blancos odpowie 11:1, zaś kibice Barcelony nie uznają tego wyniku, bowiem jak głosi legenda, w tym meczu do szatni katalończyków mieli wejść żołnierze generała Francisco Franco i… tu pojawiają się rozbieżności, jedna z wersji mówi, że oficerowie pobili katalończyków, pozbawili ich sił i zakazali używania języka katalońskiego, druga natomiast, że przedstawiciele rządu mieli wpłynąć na sędziego, tak by ten pomógł wygrać mecz Blancos. Pierwszy mecz odbywał się na Camp Nou w półfinale Pucharu Króla. Barcelona wygrała 3:0. Teorię wytworzoną przez sympatyków Barcelony obalają fakty, które są niepodważalne: Cała historia miała miejsce w 1943 roku, zaś rok wcześniej zniesiono zakaz posługiwania się językiem katalońskim, więc podwładni Franco nie mogli zakazać piłkarzom Barçy rozmów w języku katalońskim. Teorie, że Franco miał ustawiać wygrane Królewskim również upada, gdy spojrzymy na wydarzenia historyczne. Franco objął władzę w 1939 roku (Wikipedia – dop. red.), zaś Real Madryt pierwsze mistrzostwo od tamtego okresu wygrał dopiero w 1954 roku. Barcelona w tym okresie przeżywała chwile chwały, wygrała pięć tytułów. Ponadto po pokonaniu Barcelony w półfinale Copa del Rey Królewscy zmierzyli się w finale z Athletikiem Bilbao, mecz zakończył się wygraną Basków 1:0, dlaczego wtedy generał Franco nie mógł pomóc Królewskim? Dlatego, że nigdy tego nie zrobił. Jakby tego było mało, dwóch piłkarzy Barcelony po tym spotkaniu zapewniło pewnego historyka (sympatyk Atletico Madryt), że w nikt nie zmuszał ich do podłożenia się Królewskim. Wróćmy jeszcze do meczu na Camp Nou i porażki 3:0, bowiem rzadko kiedy, wspomina się o okolicznościach tamtego spotkania. Sędziowie nie uznali prawidłowej bramki strzelonej przez piłkarzy z Madrytu, zaś uznali dwie nieprawidłowe strzelone przez Barcelonę. Kibice z Katalonii rzadko kiedy wspominają pierwszy mecz, bowiem porażka z rewanżu napawa ich zbyt dużym ciężarem i wstydem, który natomiast stwarza teorie spiskowe. Fani z Madrytu natomiast mogą być dumni.

4. Di Stefano – sprawa niewyjaśniona
Pewnie niewielu z Was słyszało o okolicznościach transferu Di Stefano do Madrytu. W 1949 roku w Argentynie wybuch strajk piłkarzy, więc Di Stefano opuścił River Plate i dołączył do Los Millonarios w Kolumbii. Kiedy europejskie kluby dostrzegły argentyńśkiego napastnika rozpoczął się wyścig po jego podpis na kontrakcie. Początkowo Barcelona była faworytem, jednak nie wiedziała z kim ma negocjować, czy z River Plate, które posiadało prawa zawodnika, czy z jego obecnym klubem. Ostatecznie Barcelona uzyskała zgodę River Plate na transfer, pozostały negocjacje z kolumbijskim klubem, zakończyło się na ofercie 10 tysięcy dolarów, jednak Los Millonarios zażądało spłacenia długu Di Stefano i meczu towarzyskiego, z którego cały dochód zostałby przekazany na rzecz klubu z Kolumbii. Barcelończycy odmówili, a w między czasie w Hiszpanii uchwalono prawo o zakazie gry obcokrajowców w klubach. Di Stefano miał to szczęście, że został uznany za wyjątek od tego prawa. Koniec końców Real Madryt dogadał się z Barceloną, że Di Stefano będzie występował przez rok w jednym klubie, później zmieni barwy na rzecz przeciwnika. Katalońska prasa uznała to za skandal i Prezes Barcelony Marti Carreto ustąpił ze stanowiska. Real Madryt podpisał umowę z tymczasowym zarządem Barcelony na mocy której zapłacił pięć i pól miliona peset, a Di Stefano stał się zawodnikiem Realu Madryt. Kibice Barcelony do dzisiaj nie mogą w to uwierzyć i stąd wzięło się słynne powiedzenie, że Real Madryt ukradł 11 tytułów.

5. Figo – iskra gniewu
Wielu fanów Barcy oraz Realu nie pamięta czasów i sytuacji z transferem Figo, coś tam szumi, że ktoś rzucił głową świni i to chyba tyle. Kulisy tego transferu zaczęły się po zwołanych wyborach przez ówczesnego prezesa Królewskich Lorenzo Sanza, wystartował w nich Florentino Perez, żeby wygrać musiał zaoferować coś czego nikt nie był w stanie, tym czymś, a raczej kimś był Luis Figo. W Barcelonie nikt nie zgodziłby się na jego sprzedaż, gdyby nie fakt, że w La Liga każdy piłkarz ma klauzulę, dla największych gwiazd ustawia sie je na poziomie zaporowym, np. Cristiano Ronaldo ma ją ustaloną na miliard euro. Jeżeli ktoś jednak zdecyduje się ją wpłacić, to klub nie może nic zrobić, by zablokować transfer. Perez zapłacił Figo 400 milionów peset (1,6 miliona funtów), za kontrakt, gdy ten wygra wybory. Jeżeli Figo zerwałby umowę musiałby zapłacić Florentino pięć miliardów peset(ok 20. milionów funtów). Gdyby Barcelona zdecydowała się zatrzymać Portugalczyka zapłaciłaby za swojego piłkarza sumę niepojętą w tamtych czasach. Tak się nie stało, a po wygranych wyborach Perez dokonał niemożliwego, sprowadził swojego największego galaktycznego za, w tamtych czasach, największą kwotę 63 milionów euro. Figo po kilku latach mówił, że transfer do Madrytu to była iskra gniewu na zarząd, ale nie żałuje tego. Transfer, który jest w obecnych czasach punktem zapalnikowym nienawiści pomiędzy oboma klubami.