Im wyżej jesteś, tym mocniej boli upadek

Real Madryt dokłada wszelkich wysiłków, aby zaprzepaścić swoje szanse we wszystkich rozgrywkach. Wczoraj, z powodu drugiej z rzędu wpadki Barcelony, Real miał okazję zmniejszyć dystans do czołówki. Jednak Roberto Soldado nie okazał litości swojemu byłemu klubowi i Los Blancos do prowadzącej dwójki tracą już pięć punktów.

Najgorsze jest to, że pod wodzą Beníteza, Real Madryt kompletnie nie radzi sobie z wymagającymi przeciwnikami, a demoluje całą resztę. Porażki z Barçą, Sevillą i Villarealem oraz szczęśliwy remis z Atleti mówią wszystko. To niezbyt dobry prognostyk dla zespołu, który ma nadzieję na sukces w Lidze Mistrzów. Jedynie z przeciwnikami jak Getafe, Espanyol, Szachtar, Betis czy Malmö, Real potrafił się przyzwoicie zaprezentować.

Cristiano Ronaldo zagrał poniżej oczekiwań, ale tak samo Karim Benzema, Gareth Bale, Luka Modrić, Pepe, Sergio Ramos… i można by tak jeszcze długo wymieniać. Nie można zapomnieć o Danilo. Wspomnienie jego wczorajszego występu powinno zapewnić Carvajalowi miejsce w wyjściowym składzie na długi okres.

Wciąż jesteśmy zespołem, który oddaje najwięcej strzałów.

W taki sposób Benítez próbował wytłumaczyć kolejne spotkanie, z BBC i Jamesem, w którym Real nie zdołał strzelić bramki. Jednak to nie brak goli jest największą zbrodnią. Najgorsza jest senna postawa zawodników w spotkaniu, w którym mieli okazję odzyskać szanse na walkę o tytuł. Kiedy po 15 kolejkach Real prowadzony przez Schustera miał 30 punktów, trener stracił posadę, tymczasem Benítez wciąż pracuje…