Królewska Rzeczywistość #16 – Analiza Ligi Mistrzów

0-zdjecie-podstawowe

Mamy już za sobą fazę grupową Ligi Mistrzów. Najsłabsze ogniwa zostały wyeliminowane i teraz zostali już tylko najlepsi z najlepszych. Oczywiście znalazło się tutaj miejsce także dla Realu Madryt. Co prawda nie spełnił oczekiwań, ponieważ dostał się zaledwie z drugiego miejsce, ale jednak wciąż jest jednym z głównych faworytów do zdobycia tytułu. Tylko kilka meczy dzieli go od zapisania się w historii. Tylko kilka spotkań od legendarnej obrony tytułu.

Gra nie za dobra, nie za słaba

Mimo awansu Real nie może powiedzieć, że to rozegrał każde z tych sześciu spotkań w dobrym stylu. Tak naprawdę w żadnym nie spełnił oczekiwań. Jednak trzeba Królewskim oddać, to że ani razu nie przegrali. Takiej sztuki dokonali jeszcze tylko Borussia Dortmund, Juventus, PSG i Arsenal. Należy jednak przypomnieć, że porażka Los Blancos w pierwszy meczu była bardzo blisko. Dopiero bramki Ronaldo i Moraty w ostatnich minutach odwróciły losy spotkania i zapewniły trzy punkty.

Również zdobycz bramkowa nie powala na kolana. Mimo, że grupa “F” była być może najsilniejsza ze wszystkich, to 16 bramek zdobytych i aż 10 straconych nie jest marzeniem Królewskich. W poprzedniej edycji najbardziej prestiżowych rozgrywek europejskich bramkarz Realu skapitulował zaledwie 6 razy. Mierzył się wtedy między innymi z PSG, Atlético, Manchesterem City i AS Romą. W tym roku sama Legia strzeliła ekipie Zizou cztery bramki. Jest to z pewnością niezbyt dobra wiadomość dla sztabu najlepszego zespołu na Starym Kontynencie. Myśląc o zdobyciu wszystkiego nie można tracić tylu goli.

Po tych sześciu grupowych meczach żaden z piłkarzy Realu nie ma wybitnych statystyk. Przyczepić można się zwłaszcza do skuteczności Ronaldo. Dwie Portugalczyka bramki po tej fazie są dla wielu fanów sporym zawodem. Na szczęście notuje teraz więcej asyst niż zwykle. Cztery ostatnie podania Crisa są z pewnością dobrym wynikiem. Podczas niemocy strzeleckiej mistrza Europy tytuł najlepszego snajpera przejął Karim Benzema. Francuz mimo krytyki strzelił już cztery bramki. Dwie z nich strzelił Borussii Dortmund, która jest jednym z najlepszych europejskich klubów. Również forma Moraty może cieszyć. Mimo, że Hiszpan zagrał zaledwie 140 minut, to strzelił dwie bramki i raz asystował. Jego postępy każą sądzić, że ten młody napastnik nie osiągnął jeszcze szczytu swoich możliwości i może jeszcze nie raz pokonać bramkarza rywali i zapewnić tak Realowi Madryt tytuł.

Raz trudno, a raz trudno

W obecnym sezonie Realowi w Lidze Mistrzów w każdym spotkaniu szło jak po gruzie. Zaczęło się od spotkania ze Sportingiem na Santiago Bernabéu. Przed pierwszym gwizdkiem wszyscy spodziewali się spokojnego zwycięstwa Królewskich. Boisko jednak szybko pokazało, że piłka jest bardzo nieprzewidywalna. Los Blancos grali przeciętnie i nie potrafili zdobyć bramki. Goście jako pierwsi trafili do siatki przeciwnika. Mimo późniejszych zmasowanych ataków gospodarze wciąż nie potrafili wyrównać. Dopiero w 89 minucie Cristiano Ronaldo po strzale bezpośrednim z rzutu wolnego pokonał bramkarza przeciwnika. Zwycięstwo w ostatniej akcji zapewnił genialny James i skuteczny Morata. Kolumbijczyk swoim idealnym dośrodkowaniem znalazł Hiszpana, który po uderzeniu głową ustalił wynik mecz na 2-1.

W następnym meczu Królewscy wyjechali do Dortmundu. I  również ten mecz nie można zaliczyć do udanego. Zabrakło przede wszystkim koncentracji. Real Madryt nie po raz pierwszy i ostatni w tym sezonie stracił gola do szatni. W tamtym spotkaniu Borussia strzeliła zarówno w końcówce pierwsze, jak i drugiej połowy. Przy pierwszej bramce Królewscy mieli oprócz umiejętności też trochę szczęścia. Piłka po dograniu Bale’a nieco przypadkowo trafiła do Ronaldo, który zamienił do na gola. W tamtym spotkaniu żaden z zespołów nie miał wyraźnej przewagi i remis był bardzo sprawiedliwym wynikiem.

W swoim trzecim meczu Real Madryt przyjmował u siebie Legię Warszawa. Przy starciu z tym raczej mało znanym na świecie zespole spodziewano się prawdziwej kanonady. Wydawało się, że Los Blancos zmiażdżą Legie jak niegdyś Rayo czy Getafe. Jednak zespół ze stolicy Hiszpanii zagrał wtedy dość przeciętnie. Zawodnicy wyglądali jakby nie chciało im się biegać. Poza tym stracili gola po karnym spowodowanym głupim faulem Danilo. Przy lepszej mobilizacji ten wynik mógł być znacznie bardziej okazały.

W pierwszym meczu z Legią zabrakło przede wszystkim mobilizacji. W drugim doszedł przy tym również brak szczęścia. Nie zabrakło go za to gospodarzom. Nie mieli oni zbyt wielu sytuacji, ale udało im się pokonać Keylora Navasa aż trzy razy. Mimo, że ich strzały wyglądały jak przypadkowe kopnięcia na siłę, to były skuteczne. Tego dnia żadna bramka Legii nie padła z naprawdę klarownej sytuacji. Królewskim brakowało po prostu  polotu. Oglądając mecz można było odnieść wrażenie, że wyszli na boisko dopiero po stracie trzeciej bramki. Udało im się bardzo szybko wyrównać, ale do odniesienia zwycięstwa zabrakło im szczęścia. Lucas Vázquez w ostatniej okazji trafił w poprzeczkę.

Po tej katastrofie nadszedł czas na rewanżowe spotkanie w Portugalii. Liczono na to, że Real tym razem zagra dobre spotkanie, ale niestety nie miało to miejsca. Królewscy po raz kolejny musieli drżeć o wynik do ostatnich sekund. Mimo, że przeciwnik grał w osłabieniu, to potrafił wyrównać w 80 minucie. Na stadionie gospodarzy zaczęło się odliczanie do ostatniego gwizdka. Przerwał to jednak Benzema, która uratował dwa punkty. Asystę zaliczył przy tym golu Sergio Ramos, który po raz kolejny musiał pomagać swojej drużynie. Tym razem zrobił to jednak dość wcześnie, bo już w 87 minucie.

Również wczorajszy mecz nie był idealny. Po dwóch golach Benzemy Real Madryt pewnie prowadził 2-0. Jednak tę przewagę roztrwonił. Duży udział miał tu Ronaldo, który od dłuższego czasu nie potrafi zdobyć bramki i Lidze Mistrzów. Przy idealnej sytuacji trafił zaledwie w słupek. Wydaje się, że na Portugalczyka rzucona została klątwa. Wcześniej bez problemu pokonywał bramkarzy rywali w takich sytuacjach. Również Luka Modrić zagrał przeciętnie. Popełniał sporo prostych błędów. Jednak zdarzały mu się również poważniejsze wpadki. Po jednej z nich dostał żółtą kartkę. Inna mogła zakończyć się stratą gola. Wystawienie go nie było najlepszą decyzją Zizou. Słabo zagrał również Marcelo. Jego nieskuteczność kosztowała Real dwa punkty i pierwsze miejsce w grupie. Przeciętnie spisał się także Casemiro, który jeszcze nie doszedł do optymalnej formy po kontuzji. Nie można tego jednak powiedzieć o francuskim stoperze. Varane był wczoraj bardzo pewny i zagrał bardzo dobre zawody. Równie dobry występ zaliczył Benzema. Mimo, że był ostatnio chyba najbardziej krytykowanym zawodnikiem, to właśnie on zdobył oba gole. Również James błysnął asystując przy drugiej bramce Francuza.

Następna runda

Drugie miejsce w grupie może paradoksalnie okazać się sporym ułatwieniem dla Realu. Dzięki temu, że nie udało mu się zająć pierwszego miejsca w tabeli końcowej to nie może zagrać z Bayernem, PSG i Manchesterem City. Trafienie na jakąkolwiek z tych drużyn mogłoby znacznie utrudnić walkę o obronę tytułu. Dzięki regulaminowi Królewscy nie będą mogli w następnym etapie zagrać również z Atlético Madryt, Borussią Dortmund i FC Barceloną. Potencjalnymi rywalami Los Blancos są Juventus, Arsenal, Napoli, Monaco i Leicester. Najsilniejsza z nich jest Stara Dama. Jednak również ona nie powinna stanowić wielkiego wyzwania dla Królewskich. Także Arsenal ostatnio nie należy to europejskich potęg. Pozostałe trzy zespoły są raczej przeciętne. Wcześniej wydawało się, że drugie miejsce w grupie może być sporym utrudnieniem dla Realu Madryt. Teraz jednak można polemizować czy właśnie mądrzejszym rozwiązaniem nie było oddanie fotelu lidera Borussii Dortmund.

Miniona faza grupowa była dla Realu dość przeciętna. Jednak tajemnicą nie jest, że to nie jest dla fanów Królewskich najważniejsze. Nie liczy się to jak się zaczyna takie rozgrywki. To zostanie po latach zapomniane. Te mecze będą wspominać za dekadę i dalej najwyżej kibice Legii. Dla nich mecz z Królewskimi jest osiągnięciem. Ale dla Los Blancos faza grupowa to tylko bramka do prawdziwych spotkań o najwyższą stawkę. Jeżeli nie zdobędą tytułu, to będzie to dla nich wielką porażką. Niezależnie od tego czy odpadną już po sześciu spotkaniach, czy w półfinale. Real Madryt to nie jest zwyczajny klub cieszący się z pojedynczych zwycięstw. To jest zdecydowanie za mało. Real Madryt cieszy się dopiero z pucharu w gablocie.

16-isco