Królewska Rzeczywistość #17 – Ale ten rok szybko zleciał


Właśnie mija ostatni z dwunastu miesięcy. Jest to jak zawsze idealny czas na podsumowanie. Także dla nas, kibiców. Rok to w piłkarskim świecie szmat czasu. Może się zmienić wszystko. Na przykład Leicester w rok stało się z kandydatów do spadku mistrzami Premier League. Teraz po upływie zaledwie kilku miesięcy znowu znajdują się w dolnej połowie tabeli. Wielkie zmiany nastąpiły także w Realu Madryt. Co prawda nie było żadnych niesamowitych transferów, ale wygranie Ligi Mistrzów nie jest chyba zbyt codzienną sprawą.

Trudne początki

Królewscy nie zaczęli bieżącego roku z pozytywnym hukiem. W pierwszym meczu zremisowali z Valencią na wyjeździe. Być może jednak właśnie to spotkanie zaważyło na historii całej piłki nożnej. Ta strata punktów przeważyła o zwolnieniu ówczesnego trenera Realu Madryt. Rafa Benítez już od dłuższego czasu czekał na wyrok. Od kiedy tylko objął Los Blancos drużyna nie spełniała oczekiwań. Nagle wszystko zaczęło się walić. James z boskiego pomocnika, która mógł przeważyć o wygranej i przegranej stał się rezerwowym, który przez wielu został uznany za nieprzydatnego. Niejednokrotnie było to wypominane Hiszpanowi. W tabeli Blaugrana odskoczyła na pięć punktów. Atlético miało wówczas dwa oczka przewagi nad Królewskimi. Ryzyko spadku na czwartą lokatę było duże. Villarreal z trzypunktową startą już był na krok od najbardziej utytułowanego hiszpańskiego klubu.  Jednak właśnie w tym burzliwym okresie jak Feniks z popiołu wyłonił się Gareth Bale. Po fatalnym poprzednim sezonie zaczął stawać się liderem zespołu. Zaczął pokazywać, że warto na niego stawiać.

Taką drużynę objął Zidane. Ona nie tylko grała słabo, ale była także w słabym stanie psychicznym. Wystarczy porównać pożegnanie Carlo i Rafy. Jak Włoch odchodził, to cała drużyna pokazała wsparcie. Było widać, że zawodnikom na nim zależało. Również kibice bardzo żałowali, że Florentino go zwolnił. Po odejściu Hiszpana na portalach społecznościowych nie pojawiło się żadne pożegnanie. Nikt go nie wspierał. Przecież od kilku miesięcy kibice czekali aż odejdzie. Było to dla nich wielkie święto, które przecież nie powinno nastąpić. O tym, że Benítez nie był lubiany można się przekonać porównując polubienia pewnych filmów na YouTube. Mowa tutaj o zeszłorocznych życzeniach świątecznych. Najlepiej spojrzeć na ilość łapek w górę i w dół u trenera, a później porównać te liczby z tymi, które są pod filmem z jakimkolwiek piłkarzem. I właśnie taki zespół objął Zidane.

 

Rządy piłkarskiego geniusza

Najładniejsza bramka w historii finałów Ligi Mistrzów? Z pewnością większość osób powie, że ten gol padł w Glasgow w 2002 roku. I strzelił go Zinédine Zidane. Ta bramka z Bayerem Leverkusen z pewnością utkwiła w pamięci wielu osób. Właśnie ten człowiek został trenerem Realu Madryt piątego stycznia bieżącego roku. To było wielkie ryzyko. Francuz miał niemalże zerowe doświadczenie. Do tej pory prowadził tylko Castillę. I robił to raczej z marnym skutkiem. Teraz miał objąć zespół, który ma najbardziej wymagających kibiców na świecie. Presja była ogromna. Ale czy coś takiego może zrazić kogoś, kto wykonuje karne niczym Panenka w finale Mistrzostw Świata? Ktoś taki jest pozbawiony układu nerwowego.

Już od pierwszego meczu wszystko wskazywało na to, że to była świetna decyzja. W debiucie szkoleniowca Real zagrał najlepszy mecz od dłuższego czasu. Ta gra i intensywność musiała się podobać. Wszystko wydawało się piękne. Królewscy odzyskali wiarę. Strata do Barcelony była wielka, ale oni nie chcieli zwątpić, oni wciąż wierzyli. Nie od dziś wiadomo, że wiara czyni cuda. Jednak wtedy wydawało się, że sam Jezus musiałby zstąpić na Ziemię żeby uratować jeszcze ten sezon.

Zidane nie dostał zespołu w najlepszej formie fizycznej. Jednym z jego pierwszych założeń było przeprowadzenie takiej krótszej wersji sezonu przygotowawczego. Francuz miał na to nieco czasu, ponieważ Królewscy nie grali w Copa del Rey. Ten wielki błąd okazał się dla drużyny zbawienny.

Odkrycie bestii

Sezon wydawał się stracony, ale o honor trzeba było walczyć dalej. Z czasem coraz bardziej widoczny stawał się brak doświadczenia Zizou. Jednak drużyna grała skutecznie. Do końca marca stracili zaledwie dziewięć punktów. W tym raz z prawie największymi rywalami, z Atlético Madryt. Bardzo rzucał się w oczy wtedy brak równowagi pomiędzy atakiem, a obroną. Pomoc wreszcie zaczęła istnieć, ale wciąż brakowało jakiegoś połączenia. Wtedy na scenę wszedł Casemiro. Brazylijczyk wbił się do pierwszego składu jak do siebie do domu. Od razu było widać, że nie jest to pierwszy lepszy defensywny pomocnik. Real wtedy zaczął grac jeszcze lepiej. Pomogło to także Kroosowi. Niemiec miał dużo więcej miejsca w ataku i mógł pokazać jak ważną rolę pełni. Krytyka zebrana wokół niego zniknęła. Już wtedy było wiadomo, że maszyna ruszyła i nikt nie będzie mógł stanąć jej na drodze.

Dla Casemiro niezapomniany będzie na pewno mecz na Camp Nou. Jeszcze kilka tygodni wcześniej Real byłby skazywany na pożarcie. Jednak Królewscy byli gotowi. W stolicy Hiszpanii zmieniło się bardzo wiele. Jedną z najważniejszych zmian było wprowadzenie nominalnego defensywnego pomocnika. Brazylijczyk w meczu nie pozwalał Messiemu na nic. Zamknął Argentyńczyka w swojej kieszeni. Barcelona bez swojej największej gwiazdy nie potrafiła wygrać meczu. Mimo, że Real kończył ten mecz w dziesiątkę, to strzelił dwie bramki i ostatecznie zwyciężył 2-1. Warto dodać, że jeden z goli Królewskich padł po czerwonej kartce dla kapitana. Duma Katalonii wtedy przeżywała kryzys i starta niebezpiecznie zmalała. Z początkowych dwunastu punktów przewagi Barcelony zostało siedem.

Wyrównie rekordu

Mecz z Barceloną był jednym z szesnastu ligowych spotkań z rzędu, które zakończyło się zwycięstwem Realu Madryt. Po porażce z Atlético Królewscy wzięli się w garść i nie pozwolili zabrać przeciwnikom chociażby punktu. Seria ta zakończyła się dopiero w następnym sezonie, gdy Los Blancos zremisowali u siebie 1-1 z Villarrealem. Żółta Łódź Podwodna tym samym uniemożliwiła podbicie rekordu Barcelony. Jednak wyrównanie takiego osiągnięcia również jest imponujące. Nie każda drużyn jest w stanie wygrać szesnaście razy z rzędu. Warto dodać, że Real nie mierzył się wtedy z samymi przeciętnymi drużynami. Na ich drodze stanęła Barcelona, Sevilla, Villarreal czy Valencia. Nie są to słabe kluby i wygrana z nimi nigdy nie należy do łatwych.

La Undécima

Zdobycie jedenastego Pucharu Europy z pewnością będzie zapamiętane przez wiele lat. Wątpliwe, że jakikolwiek klub będzie mógł się do tego osiągnięcia przybliżyć w przeciągu najbliższych dziesięciu lat. Po wygranej z Barceloną nadszedł czas na starcie z Wolfsburgiem. Real wtedy nieoczekiwanie przegrał w Niemczech aż 0-2. Była to bardzo bolesna porażka. Krytykowany był przede wszystkim Danilo. Prawy obrońca w tamtym meczu ani razu nie był w stanie zabrać piłkę przeciwnikowi. Dla defensora jest to statystyka tragiczna. Na szczęście w rewanżu Cristiano Ronaldo włączył się tryb superbohatera. Portugalczyk swoim hat-trickiem zapewnił Królewskim awans do półfinału. Tam czekało ich starcie z Manchesterem City.

Z czwórki półfinalistów najsłabszy wydawał się Manchester City. Dla Realu była to zdecydowanie najlepsza opcja. Bayern Monachium również nie wydawał się zbyt mocny, ale jego skład był zdecydowanie lepszy niż to co miał do zaoferowania klub z Anglii. Najsilniejsze wydawało się być Atlético, które w poprzedniej rundzie wyeliminowało Barcelonę. W pierwszym spotkaniu pomiędzy City, a Real padł bezbramkowy remis. Dlatego w następnym spotkaniu Królewscy musieli wygrać jeżeli myśleli o awansie i nie chcieli tracić sił na dogrywkę. Dokonali tej sztuki dzięki Bale’owi. Walijczyk przy pomocy niewielkiego rykoszetu skierował swoją gorszą nogą piłkę prosto w okienko bramki Anglików. W tym spotkaniu nie padło już więcej goli i wiadome było, że to Los Blancos zagrają na San Siro w wielkim finale.

W Mediolanie tradycji stało się zadość. Ramos strzelił bramkę głową. Piłkę dośrodkował Toni Kroos, a do Hiszpana przedłużył ją Gareth Bale. Wydawało się, że zaraz strzelec bramki będzie mógł podnieść puchar, ale to musiało jeszcze poczekać. W 79 minucie wyrównał Yannick Carrasco. Z biegiem czasu sytuacja Realu Madryt zaczęła się komplikować. Najlepszy na boisku Bale zaczął narzekać na kontuzję. Również Ronaldo nie był w najlepszej dyspozycji. Mimo przeciwności losu udało się doprowadzić do karnych. Tam pomylił się Juanfran i Cristiano Ronaldo dopełnił formalności wygrywając dla Realu Ligę Mistrzów po raz jedenasty w historii. Dla Królewskich strzelali kolejno Vázquez, Marcelo, Bale, Ramos i oczywiście Ronaldo.

Mistrzostwa Europy

Mistrzostwa Europy we Francji były szczęśliwe przede wszystkim dla trzech piłkarzy Realu Madryt. Pepe, Cristiano Ronaldo i Gareth Bale stanowili o sile swoich reprezentacji. Każdy z nich został znalazł się w idealnej jedenastce turnieju. Zwłaszcza Gareth rozegrał świetny turniej. Razem z Walią doszedł do półfinału, co było wielkim zaskoczeniem. Sam piłkarz przez większość czasu rywalizował z Payetem o miano najlepszego zawodnika turnieju. Dopiero na finiszu wyprzedził ich Griezmann. Również Ronaldo i Pepe rozegrali świetne zawodny. Starszy z nich został uznany najlepszym obrońcą turnieju. Niestety najlepszy skrzydłowy na świecie nie mógł dokończyć finału. Po nieprzyjemnym faulu Payeta musiał zejść z boiska z powodu groźnego urazu kolana. To jednak nie umożliwiło mu pokazanie jak wielkim jest kapitanem. Do końca wspierał swoich kolegów przy linii bocznej i razem z nimi świętował wielki triumf.

Błysk obrońców

Po Mistrzostwa Europy nadszedł czas na Superpuchar Europy z Sevillą. Obie drużyny grały w dużo gorszych składach niż te, z którymi wygrywały swoje trofea. Dla Realu nie mógł zagrać między innymi Pepe, Cristiano Ronaldo, Toni Kroos i Gareth Bale. W najlepszej dyspozycji nie byli także Luka Modrić i Karim Benzema. Przełożyło się to na grę i po 90 minutach Królewscy przegrywali 1-2. Właśnie wtedy Ramosowi włączył się jego ulubiony tryb i w 92 minucie i 34 sekundzie zdobył wyrównującą bramkę głową. W 118 minucie zwycięskiego gola zdobył Carvajal po indywidualnym rajdzie. To trofeum oczywiście nie może równać się z tym, które Los Blancos zdobyli kilka miesięcy wcześniej, ale podniesienie pucharu zawsze sprawia wiele radości.

Wciąż trwająca passa

Po kwietniowym meczu z Barceloną Real przegrał z Wolfsburgiem. Wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że to spotkanie będzie wspominane tyle razy. I wcale nie chodzi tu o fakt wygrania Ligi Mistrzów. Mowa oczywiście o klubowym rekordzie meczów bez porażki. Los Blancos dzisiejszym zwycięstwem zapewnili sobie wpis w historii zespołu. Od porażki w Niemczech Real rozegrał 36 spotkań i ani razu nie stracił więcej goli niż przeciwnik. Mimo wielu kryzysowych momentów udało się wytrwać i ta passa nadal trwa. Już tylko kilka meczów dzieli Królewskich od pobicia rekordu Barcelony. Od ostatniej porażki zespół ze stolic Hiszpanii mierzył się z kilkoma naprawdę silnymi zespołami. Atlético Madryt, Sevilla, Barcelona, Valencia, Villarreal, Manchester City, Borussia Dortmund. Żaden z nich nie był w stanie pokonać Królewskich.

Transfery

W obecnym roku kalendarzowym Real nie dokonał żadnych wielkich transferów. Jedyny spora zmiana w składzie była związana z powrotem Álvaro Moraty. Jednak 30 milionów euro to dla Florentino Péreza raczej drobniaki. Znany on jest ze sprowadzania galaktycznych piłkarzy. Jednak coś takiego nie miało miejsca od bardzo dawna. Więcej było o tym w drugim felietonie. Trudno będzie go jakoś sensownie streścić i najlepiej do niego powrócić i poświecić mu chwile uwagi jeżeli jest się tym zainteresowanym.

Odmiana zawodników

W ciągu roku zmieniło się bardzo dużo. Poszczególni zawodnicy zawodzili lub pozytywnie zaskakiwali. Nie obyło się też bez kilku odkryć. Do największych z nich należą z pewnością Mariano i Asensio. Dominikanin póki co pełni raczej niszową funkcję, ale z każdym meczem przybliża się do pierwszego składu. Jego gra musi się podobać. Jest bardzo aktywny, skuteczny. Czego chcieć więcej od napastnika? Tylko wciąż brakuje mu ogrania. Trudno wywalczyć pierwszy skład rywalizując z Moratą i Benzemą. W zdecydowanie lepszej sytuacji jest Marco Asensio. Hiszpan stał się prawdziwym objawieniem okresu przygotowawczego. Na początku sezonu nie zwolnił i pokazał, że warto na niego stawiać. Zidane musi czuć dlatego spory ból głowy. Mając tylu świetnych pomocników nie można wybrać tego najlepszego. W ciągu roku również Kovačić i Casemiro pokazali swój talent. Chorwat wciąż jest drugim wyborem, ale Brazylijczyk jest już jednym z filarów drużyny. Po meczu z Barceloną stał się jednym z ulubieńców francuskiego szkoleniowca, który daje mu bardzo dużo szans. Defensywny pomocnik ich zazwyczaj nie marnuje. Jednak od czasu kontuzji ma sporo problemów z dobrym wejściem w mecz. Jednak z pewnością potrzebuje czasu. Jest on wciąż bardzo młody i nie można oczekiwać, że po kontuzji nagle zagra na swoim normalnym poziomie. Również Gareth Bale stał się dużo lepszym piłkarzem. Mimo wielu kontuzji robi wszystko żeby być liderem zespołu. Kolejnym, który pokazuje swoją jakość jest Álvaro Morata. Hiszpan odchodził z Realu Madryt w słabej formie i w takiej do niego wrócił. Był bardzo krytykowany, ale nie potrzebował dużo czasu żeby zamknąć usta niedowiarkom. Hiszpan jest po Ronaldo najskuteczniejszym piłkarzem Królewskich i nie zamierza przestać strzelać.

Wielu zawodników spełnia oczekiwania. Jednak kilku regularnie zawodzi. Pierwszy na myśli przychodzi oczywiście Danilo. Jest to wyśmienity piłkarz, ale w stolicy Hiszpanii nie potrafi się odnaleźć i gra po prostu tragicznie. Stary Danilo z FC Porto jest wciąż poszukiwany i podobno na znalazcę czeka wielka nagroda. Mocno krytykuje się również Karima Benzemę. Ten pomimo bramek gra zazwyczaj słabo. Brakuje mu przede wszystkim zaangażowania. Zdarzają się mecze gdy Francuz piłkę przy nodze ma raz na pół godziny. Do pewnego czasu zawodził również  Cristiano Ronaldo. Było to jednak spowodowane ominięciem okresu przygotowawczego. Obecnie Portugalczyk wraca do formy i jest jednym z tych, od których zależy ile punktów Real może zdobyć.


Jaki to był rok?


To był dość dziwny rok dla Realu Madryt. Zaczął się od remisu i wyrzucenia trenera za burtę. Później jednak udało się wygrać dwa trofea, ustanowić dwa rekordy, jeden z piłkarzy zdobył Złotą Piłkę (chyba wiadomo który), kilku zawodników odpaliło. Ale jednocześnie przegrało się ligę, nie grało się w Copa del Rey i dostało się ban transferowy. Chyba żaden inny klub nie może się pochwalić takimi dwunastoma miesiącami. Aż strach się bać co się stanie w przyszłym roku.