Królewska Rzeczywistość #19 – Czy Zidane ma wyłącznie szczęście?


Mijający rok był z pewnością wyjątkowy dla Realu. Dwa klubowe rekordy, wygranie Ligi Mistrzów, Superpucharu Europy i Klubowych Mistrzostw Świata. Żeby tyle osiągnąć potrzeba trzeba niemałych umiejętności. I w tym momencie słychać pełen sprzeciwu krzyk z innej strony Internetu. Bardzo wyraźne są w nim zarzuty, że Zinédine Zidane ma nie tyle umiejętności co po prostu szczęście. Jest według tych głosów niczym hazardzista, który jest na fali dopóki Fortuna mu sprzyja. Jednak jak wiadomo kiedyś musi się to skończyć i wtedy straci wszystko. Tylko czy to serio jest po prostu szczęście?

Przeciętne początki


Tajemnicą nie będzie, że kibicom Królewskim rok 2016 będzie się już na zawsze kojarzył z wygraną w Lidze Mistrzów. Tylko, że poza tym przecież Królewscy wyrównali rekord Barcelony. Nikt chyba nie powie, że wygranie szesnastu ligowych spotkań z rzędu jest czymś prostym do wykonaniu. Poza tym Królewscy wciąż kontynuują serię spotkań bez porażki. Od 36 gier nikt nie był w stanie pokonać Los Blancos. To chyba również jest dosyć spektakularny wyczyn.

To wszystko brzmi naprawdę świetnie, ale sam początek w wykonaniu Zizou wybitny raczej nie było. W pierwszych meczach Real miażdżył po przyjściu Francuza, ale być może zawodnicy wtedy chcieli w ten sposób pokazać, że zdecydowanie wolą obecnego szkoleniowca od poprzedniego. W dwóch pierwszych spotkaniach po zmianie trenera stołeczny klub strzelił  10 bramek. Tylko, że już w następnym zremisował z Realem Betis 1-1. Wtedy krytyka powróciła jak bumerang. Kilka kolejek później kolejny podział punktów. Tym razem z Malagą. Następny mecz? Porażka z Atlético.

Przegrana z Rojiblancos pokazała niedoświadczenie Zidane’a. Francuz wystawił na mecz z tak silnym przeciwnikiem bardzo ofensywny skład. Za wsparcie obrony miał odpowiadać Toni Kroos, który nigdy nie był wielkim filarem defensywy. Poza tym grał Ronaldo i Benzema, którzy zajmują się praktycznie tylko atakowaniem. Do tego wystawił Jamesa, która miał wtedy formę szczerzę mówiąc słabszą niż wynik starcia z Barceloną na Santiago Bernabéu w zeszłym sezonie. Za wspieranie ofensywy miał odpowiadać Isco, który również nie zostawia zazwyczaj płuc wracając się we własne pole karne. Grał wtedy również Modrić, ale do niego akurat nie można mieć zbytnio pretensji. Jest jednym z najbardziej zbalansowanych piłkarzy w Realu Madryt. Ten brak równowagi został ukarany golem Griezmanna na początku drugiej połowy. Na szczęście Zizou wyciągnął z tego wnioski. Później Królewscy zaczęli grać dużo lepiej. Do składy na stałe już dostał się Casemiro, który zapewnił równowagę pomiędzy atakiem i obroną. Co prawda styl nadal nie był idealny, ale jednak co jest lepsze? Granie efektownego futbolu czy efektywnego?

Odmiana zespołu

Po porażce z rywalami za miedzy Real Madryt był zdecydowanie lepiej przygotowany pod względem taktycznym. Granie z defensywnym pomocnikiem pozwoliło w pełni wykorzystać potencjał Toniego Kroosa, który obecnie jest jednym z najlepszych piłkarzy w kadrze Zizou. Przełożyło się to na grę całego zespołu. Od tamtej pory Real przegrał tylko raz. Poza tym zremisował jedenaście razy. Zespół Francuza zdobył od porażki z Rojiblancos 107 punktów na 132 możliwych. Daje to średnio 2,43 oczka na mecz. Wynik 80 procent robi niesamowite wrażenie. Zwłaszcza jeżeli spojrzymy na to, że Królewscy grają w obecnie najsilniejszej lidze na świecie. Do tego dochodzą przecież także spotkania w Lidze Mistrzów.

Od przegranej z Atlético Real zaczął sobie dużo lepiej radzić z silniejszymi rywalami. Było to sporym problemem chociażby za kadencji Carlo. Los Blancos prowadzeni przez Włocha rzadko wygrywali spotkania z przeciwnikami z górnej półki. Zwłaszcza w LaLiga Królewscy mieli bardzo duże problemy z pokonaniem Rojiblancos czy Blaugrany. Przez dwa sezony Real tylko raz wygrał z Barceloną i raz zremisował z Atlético. Z pewnością kibice oczekiwali czegoś więcej. W Lidze Mistrzów i w Copa del Rey było nieco lepiej, ale mimo wszystko wciąż miało się wrażenie, że mogło być lepiej. Zwłaszcza mecze z Juventusem pozostawiły spory niedosyt.

Zidane w ciągu bieżącego roku zdołał w lidze wygrać zarówno z Atlético jak i z Barceloną. Poza tym udało mu się również zremisować z Blaugraną. Pod tym względem radzi sobie dużo lepiej niż Ancelotti. Nieco słabiej jest w pucharach. W Copa del Rey co prawda Real Madryt nie miał jeszcze godnego przeciwnika, ale w Lidze Mistrzów mierzył już się dwa razy z Borussią i Manchesterem City i raz z Rojiblancos. Królewscy tylko raz wygrali w tych pięciu meczach i to zaledwie 1-0. W pozostałych spotkaniach po 90 minutach na tablicy wyników był remis.

Problemy z przeciętnymi rywalami

Od kiedy Zidane przejął stery Real ma największy problem z drużynami, które na papierze są dużo słabsze. Legia Warszawa czy Kashima Antlers powinni na chłopski rozum przegrać z Los Blancos różnicą pięciu bramek. Jednak oba kluby zdołały zremisować z Królewskimi. Tutaj wychodzi być może największy problem Zizou. Nie potrafi on zmotywować drużyny do walki z zespołami tego kalibru. Ramos i spółka potrafią zmiażdżyć Atlético na Calderón 3-0 żeby później zremisować 3-3 w Warszawie. Francuz musi znaleźć sposób na to żeby jego zespół zrozumiał, że także z przeciętniakami trzeba biegać i nie można odpuszczać żadnego meczu. Takie spotkania przecież mogą okazać się kluczowe w perspektywie czasu. Tylko, że zapewnie trudno zachęcić gwiazdy pokroju Bale’a czy Ramosa żeby pracowali tak samo mocno w meczu z Barceloną jak w spotkaniu z zespołem, o którym pewnie nigdy wcześniej nie słyszeli.

Niedoświadczenie

O to, że Zidane był wirtuozem piłki nożnej chyba nikt nie będzie się kłócił. Jednak w środowisku trenerskim wciąż jest nowicjuszem. Tak naprawdę zaledwie rok zajmuje się tym na poważnie. Przecież trudno porównywać prowadzenie Castilli i Realu Madryt. Trzecia i pierwsza liga różnią się przecież bardzo mocno. Dlatego też Zizou stosunkowo często popełnia rozmaite błędy. Przykładowo wcześniej wspomniany mecz z Rojiblancos. Poza tym Francuz wybrał bardzo kontrowersyjną taktykę na spotkanie z Legią. Ustawienie 4-2-4 nie jest zbyt często spotykane we współczesnym futbolu i nie ma się raczej czemu dziwić. Zaledwie dwójka pomocników powoduje, że trudno zdominować środek pola. Co prawda Bale i Morata pracują dosyć dużo z tyłu, a Carvajal wspiera atak, ale to wciąż nie może zapewnić dobrej równowagi. Być może Zidane chciał przetestować to ustawienie korzystając z tego, że gra ze słabszym rywalem. Tylko, że tym samym zlekceważył przeciwnika co jest wielkim błędem. Chcąc być trenerem z najwyższej półki nie ma prawa popełniać pomyłek tego kalibru.

Szczęście czy umiejętności?

Wiele osób mówiąc o szczęściu Zizou powołuje się na bramki w końcówkach spotkań, wygrywanie jedną bramką. Tylko czy to naprawdę jest szczęście? Zidane ma do dyspozycji najlepszych piłkarzy na świecie. Tutaj o bramce tak naprawdę nierzadko decydują momenty. Wystarczy przebłysk geniuszu któregokolwiek zawodnika żeby padł gol. Pod koniec spotkania bardzo często brakuje sił lub po prostu zawodnicy myślą już o tym, że za chwilę będzie ostatni gwizdek i tak dalej. Właśnie podczas tego rozluźnienia niesamowicie łatwo o chwilę nieuwagi. Dla piłkarzy pokroju Ramosa jest to idealna okazja. O tym, że Hiszpan potrafi świetnie główkować chyba nie trzeba nikomu mówić. Tak samo jak chyba każdy wie jak świetnie wrzuca chociażby Modrić, James czy też Kroos. Dlatego nie ma co się dziwić, że Real Madryt strzela w ten sposób stosunkowo często. Tylko w tym sezonie Królewscy strzelili tak trzy bramki. Dwa razy dokonał tego niezawodny Ramos i raz gola zdobył tak Morata.

Co do wygrywania jedną bramką, to chyba nie zawsze liczy się styl. Oczywiście każdy chce żeby jego ulubiony zespół grał piękną piłkę. Tylko, że chyba większość wolałaby żeby zdobył on poza tym jakieś trofea. Real walczy co sezon o każde możliwe trofeum. Dlatego też musi czasem oszczędzać siły. Nie można się więc dziwić, że piłkarze Los Blancos nie grają na 100 procent. Grając tyle spotkań co roku nie można w każdym meczu dawać z siebie maksa. Oczywiście oczekujemy czego innego, ale prawdę mówiąc chyba wolimy wygraną 1-0 w słabym stylu niż przegraną 3-4, w której będą niesamowite akcje, nie?

To co z tym szczęściem?

Czy Zidane ma w końcu to szczęście, czy nie? Oczywiście, że je ma. Tylko, że nie jest to zwykły fart. Jego darem od losu jest, że prowadzi Real Madryt. Dzięki temu nawet gdy popełni jakiś błąd, to jego zawodnicy mogą go naprawić dzięki swoim ponadprzeciętnym umiejętnościom. Jednak nawet to nie jest aż tak łatwe, co pokazał Rafa Benitez. Powiedzmy sobie szczerze, nie da się wygrać Ligi Mistrzów i pobić takich rekordów korzystając wyłącznie ze szczęścia. Zidane ma niezwykłą wiedzę o futbolu i równie niezwykłych piłkarzy. To czyni z niego tak dobrego trenera. A szczęście? W tym wypadku co najwyżej sprzyja lepszym.