Kryzys wiary

Kiedy przypominam sobie stare czasy, hmm stare, to zbyt ogólnie, zacznę inaczej. Przypominając sobie sezon, na przykład 2003/04, który był chyba jeszcze gorszy niż obecny, pamiętam, że miałem inne nastawienie do Realu Madryt, może to z racji wieku, może to z zaangażowania piłkarzy…

Teraz dzień z meczem to po prostu zwykły dzień, do którego podchodzę z dozą zmartwienia, że Królewscy znów stracą punkty, bądź zacznę przysypiać na meczu. Wiem, wiem, łatwo krytykować kiedy nie idzie, sęk w tym, że nie zamierzam wygaworzyć piłkarzom samych wyników, a podejścia do zespołu, do herbu, do kibiców, do klubu, a co najważniejsze do historii. Jak mawiał Santiago Bernabeu, „Koszulka Realu Madryt jest biała. Można ją splamić błotem, potem, a nawet krwią, ale nigdy hańbą”, a tak właśnie dzieje się obecnie w klubie. Cholernie nie podoba mi się postawa na boisku zawodników takich jak Kroos, Ronaldo, czy Bale. Nie chce krytykować tutaj nowo sprowadzonych piłkarzy, którzy jeszcze nie weszli do „białego” świata. Najbardziej żal mi postawy Cristiano, w mediach, czy na Twitterze coraz częściej padają głosy, że Portugalczyk gra z niewyleczoną kontuzją, dla mnie to żadna wymówka, skoro jest kontuzjowany to nie będzie grał dopóki nie wyleczy – wiem zero jedynkowe myślenie. Dla mnie jednak piłkarz pokroju Cristiano, który jak sam mówi – Madryt to mój dom – powinien stawiać dobro klubu ponad swoje. Może nie każdy ma ambicje, chociaż jemu trudno to zarzucić, to przy wyniku 4:0 z Barceloną powinni zostawić całe zdrowie na boisku i wypruć sobie przysłowiowe flaki, żeby pokazać kibicom, że im zależy, ale po prostu nie wychodzi. Gdybym to zobaczył na boisku to zapewniam, że ja i wielu innych fanów nie krytykowałoby swoich pupilków. Często zastanawiam się, czy to dorosłość wyparła ze mnie młodzieńczą radość i naiwność, która dawała tyle radości z oglądania takich gwiazd, o ile można nazwać oglądaniem skróty meczów na Eurosporcie, czy szukanie niemieckich lub włoskich kanałów, które w jakości pikseli transmitowały mecze. Teraz każdy ma podane na tacy i może to też zabiera radość z samego oglądania meczów. Moim osobistym, najlepszym wspomnieniem jest sezon 2006/07 i bramka Higuaina na 4:3 z Espanyolem, cóż to były za emocje. Jakby nie patrzeć zwykły ligowy mecz, ale wtedy człowiek cieszył się jakby Królewscy wygrali potrójną koronę. Tego co najbardziej brakuje mi w obecnej kadrze to prawdziwych Madridistów z krwi i kości, takich jak Raul, czy nawet Callejón, który kiedy wchodził na boisku zostawiał serce, ponieważ sercem wygrywa się wielkie mecze.

Zdaje sobie sprawę, że każdy z was ma inny wybrany moment, gol Zidane’a, wygrana dziesiąta La Décima, w każdym razie jest co i w czym wybierać. Pomijając ostatnie sezony oczywiście, gdzie narastał mój pat w wierze, nie chodzi o to, że szukam innego klubu, tego który jest na fali czy takiego, który na nowo mnie zainspiruje. Dotyczy to braku drużyny przez duże „D”, jestem naprawdę zażenowany patrząc na niektórych zawodników z klubu, kompletnie nie imponują mi strzeleckie rekordy Cristiano, goelady z Rayo, czy Espanyolem. Bardziej imponują mi mecze, które są na styku, a jednak kończą się wymęczoną wygraną Królewskich, po walce, po determinacji i oddaniu na boisku. W obecnym Realu Madryt nie widzę żadnej walki, no chyba, że chodzi o sprzeczki między sobą, czy trenerem. Zdaje sobie sprawę, że zdarzało się to już w przeszłości, ale człowiek pewnie zapomina o tym z biegiem czasu. Osobny dział należy poświęcić żałosnym kibicom, którzy gromadzą się na Bernabéu, atmosfera iście piknikowa, gwizdy gwizdami, ponieważ należą się, za brak zaangażowania w grę, ale nie widzę tu wsparcia na samym początku meczu. To powinien być kocioł, kiedy przyjeżdża Barcelona, Atletico Madryt czy inny wielki klub. Coś tam pokrzyczą „Puta Barça” i na tym kończy się wsparcie. Wydaje się, że nie tylko ja powątpiewam w obecną drużynę, ale po prostu świat się zmienił, ciężko jest być piłkarskim romantykiem w obecnych czasach, który lubi happy end. Zwolnienie Beníteza wyczekiwane przez wielu daje iskierkę nadziei, ale czy nowo wybrany trener zrobi z niej płomień, przekonamy się wkrótce. Nie oczekuję wyników i sukcesów, moje marzenie to zobaczyć zaangażowanie, walkę dla kolegów z drużyny, oddanie i poświęcenie. ¡Hala Madrid y Quiero Mas!