La Manita w debiucie


Dzisiejszy premierowy mecz dla Zidane’a rozpoczął się tuż po godzinie 20:30 przy komplecie publiczności na Bernabeu. Patrząc na desygnowaną jedenastkę, można było pokusić się o stwierdzenie, że mecz będzie otwarty, ale siła ofensywna Królewskich może przechylić szalę na stronę drużyny prowadzonej przez Francuza.

Od pierwszych minut widać było pracę Realu Madryt, sam przecierałem oczy ze zdumienia widząc biegające BBC czy walczącego Kroosa. W pierwszych pięciu minutach wszystko wyglądało jak za Beniteza, a później się zaczęło… Drużyna Królewskich zagrała wreszcie jak zespół, a nie zbiórka indywidualności. Cristiano zaczął grać jak Cristiano, udane dryblingi, wrzutki, strzały, ciężko opisać każdą sytuację, ale nie patrząc w statystyki wydaje mi się, że w pierwszej połowie zagrał lepiej niż we wszystkich spotkaniach. Po jednej z akcji Portugalczyka sędzia wskazał na rzut rożny po którym zobaczyliśmy piękną bramkę Benzemy piętką, piłkarze Deportivo sygnalizowali spalonego, lecz jak pokazały powtórki nie mieli racji. Następnie kilka wymian ciosów i dobrych sytuacji zarówno Deportivo jak i Realu, wreszcie prawą flanką pogonił Carvajal i wrzucił idealną piłkę, którą strzałem głową w bramce umieścił Bale. Realowi ciągle było mało i mieliśmy kilka kapitalnych akcji, strzał Cristiano głową w słupek, oraz groźne akcje ze strony Deportivo.


Po zmianie stron gra Królewskich nieco opadła, kolokwialnie mówiąc, inicjatywę przejął zespól z La Coruni, a Los Blancos skupili się głównie na bronieniu dostępu do bramki Keylora Navasa. W 49. minucie nastąpiła odpowiedź ze strony klubu ze stolicy Hiszpanii, a konkretniej ze strony Cristiano Ronaldo, który asystował do Garetha Bale’a dogrywając do niego, a Walijczyk precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce, podwyższając prowadzenie na 3:0 i jednocześnie praktycznie zabił mecz. Obraz gry nie uległ zmianie, w dalszym ciągu to Deportivo przeważało i konstruowało coraz to groźniejsze ataki. Kilka razy popisał się fantastycznymi paradami kostarykański bramkarz Realu Madryt. Królewscy wyprowadzili akcję, z której narodził się rzut rożny, dośrodkowywał Toni Kroos, a bramkarza gości pokonał po raz trzeci Bale kompletując hattricka, końca nie miały także próby Cristiano, ale ten nie mógł wstrzelić się w tym meczu. Pod koniec spotkania Portugalczyk otrzymał idealną piłkę od Marcelo, ale w tej sytuacji posłał ją w kosmos, a precyzyjniej mówiąc, w trzeci rząd trybun. Spotkanie zakończyło się kulminacją pecha Portugalczyka, który to w sytuacji praktycznie sam na sam pogubił się z piłką i obrońcą, a do piłki dopadł Benzema wbijając ją pod poprzeczkę bramki Deportivo, mijając leżącego Cristiano. Debiut Zidane’a jak najbardziej udany, widać pozytywnego ducha w drużynie, miejmy nadzieję, że pozostanie on w zespole na dłużej.

Bramki:

1:0 Benzema 15′ (asysta: S. Ramos)
2:0 Bale 22′ (asysta: D. Carvajal)
3:0 Bale 49′ (asysta: C. Ronaldo)
4:0 Bale 63′ (asysta: T. Kroos)
5:0 Benzema 91′ (asysta: C. Ronaldo)