Madridismo „hymnem” podzielone?


Przeglądając forum największej strony internetowej o Realu Madryt w Polsce z ciekawości wszedłem w temat pt. „Hymn Realu”. Wpisy, które pojawiły się tam od września 2014 roku zainspirowały mnie do napisania tego tekstu.

Jak doskonale pamiętacie przed zdobyciem dziesiątego Pucharu Europy wyjściu piłkarzy na murawę Estadio Santiago Bernabéu towarzyszył hymn stworzony dla Królewskich na stulecie klubu, który został napisany i skomponowany przez hiszpańskiego kompozytora José Cano w 2002 roku. Utwór ten zatytułowano Himno del centenario czyli Hymn stulecia.
Nowy hymn został po raz pierwszy wykonany przez jednego z największych tenorów a prywatnie kibica Los Blancos – José Plácido Domingo Embili znanego na świecie jako Plácido Domingo. Od tamtego czasu do dymisji Florentino Péreza stał się symbolem klubu.


W lipcu 2006 roku po wygranej w wyborach na prezydenta Realu Madryt – Ramón Calderón zdecydował, że za jego kadencji to jednak pierwszy hymn wykonany przez Jose de Aguilara i oficjalnie uznany od 1952 roku będzie tym „głównym” podczas meczów na Bernabéu. Przygoda Calderóna jako sternika klubu nie trwała jednak długo i po dwu i pół-letnich rządach podał się do dymisji.
W raz z nowym – starym prezesem – Florentino Pérezem od czerwca 2009 roku powrócił hymn na stulecie klubu a tym samym pierwszy oficjalny był odgrywany już po końcowym gwizdku arbitra. Kolejna zmiana przyszła po zdobyciu przez podopiecznych Carlo Ancelottiego tak pożądanej przez kibiców na całym świecie La Décimy. Wraz z tym wydarzeniem klub wypuścił piosenkę pt. Hala Madrid y Nada Más, którą śpiewają ówczesny trener z zawodnikami a pomysłodawcą tego utworu został  marokańsko – szwedzki producent muzyczny – Nadir Khayat znany pod pseudonimem RedOne.

„Hymn Décimy” cechuje to, że muzyka szybko wpada w ucho a słowa przyprawiają o gęsią skórkę. Jednak problem polega tutaj nie na jakości a częstotliwości odtwarzania tej piosenki. Często mamy tak, że jeśli usłyszymy przyjemną muzykę raz, drugi, trzeci to jesteśmy nadal nią zachwyceni, ale jeśli usłyszymy to samo po raz pięćdziesiąty czy setny no to piosenka, która kiedyś wywoływała u nas ciarki teraz zaczyna się po prostu nudzić. Tak samo jest z odtwarzanym przy wejściu i po każdej bramce strzelonej przez Królewskich „Hala Madrid i Nic Więcej”. Utwór, który kibicom Realu na całym świecie kojarzy się z największym sukcesem od ponad 10 lat został tak wyeksploatowany, że działaczy klubu można śmiało oskarżyć o nadmierną komercjalizację klubu czy nachalnych prób ocieplenia wizerunku klubu po ostatnim sezonie, który po historycznej temporadzie w ostateczności okazał się wielką porażką.

Ja osobiście uwielbiam hymn zaśpiewany przez Plácido Domingo ale mam również sentyment do pierwszego. Jeśli chodzi o tą najnowszą piosenkę to tak jak napisałem wcześniej, szybko wpada w ucho jest fajna ale przeszkadza mi jedynie jej nadmierna ilość podczas jednego spotkania bo tak jak kiedyś znudziła nas gra na posiadanie piłki Barcelony tak teraz mnie nudzi ten utwór. Rozumiem,  że włodarze Królewskich chcieli pójść śladem Bayernu gdzie od kilku dobrych sezonów po strzeleniu bramki słychać na Allianz Arenie The White Stripes – Seven Nation Army ale czy warto było „papugować” pomysł od klubu, który jeśli chodzi o zarządzanie i stabilność klubu jest o kilka lat przed nami?