Pérez niechętnie korzysta z zimowego okienka transferowego

GRAV

W Realu Madryt niechętnie spoglądają na zimowe ruchy transferowe. Obecna drużyna Królewskich będzie musiała sobie najprawdopodobniej poradzić bez wzmocnień w drugiej części sezonu i tylko poważny uraz może przekonać działaczy do zmiany zdania – donosi „Okdiario”.

Florentino Pérez dał się namówić na zimowe transfery sześciokrotnie, a żaden z piłkarzy, którzy trafili do Madrytu podczas zimowego okienka transferowego nie przetrwał na Bernabeu dłużej niż dwa sezony.

Prezes Realu dał się namówić na styczniowy transfer dopiero podczas swojego piątego sezonu na najwyższym klubowym stanowisku. Do Madrytu trafił wówczas Thomas Gravesen. Duńczyk zasłynął w Hiszpanii ze specyficznego stylu gry, któremu jednak daleko było do wymagań stawianych przez fanów.

Na początku 2006 roku, rok po transferze Gravesena, do drużyny dołączyli Cassano i Cicinho. Pierwszy z nich zasłynął raczej z wizyt w sklepach z łakociami zaś ten drugi z częstych odwiedzin u lekarzy.

Florentino kolejnego zimowego transferu dokonał dopiero w 2010 roku. Na ławce trenerskiej zasiadał już wówczas Jose Mourinho, który chciał wywrzeć jeszcze większą presję na Benzemie i Higuainie i poprosił o wypożyczenie Emmanuela Adebayora. Togijski napastnik na pewno spełnił pokładane w nim oczekiwania, jednak działacze nie zdecydowali się na skorzystanie z opcji wykupu zawodnika. Również za kadencji portugalskiego trenera do Madrytu wrócił Diego López, który na pewno był najlepszym zimowym transferem Péreza. Diego w kapitalny sposób zastąpił kontuzjowanego Casillasa a po półtorej roku przeszedł do Milanu.

Prawie rok temu Królewscy zakontraktowali Lucasa Silvę. Działacze wiążą z Brazylijczykiem spore oczekiwania a Lucas przebywa obecnie na rocznym wypożyczeniu w Marsylii.

Czy w tym sezonie działacze z Florentino Pérezem na czele zdecydują się na zimowe wzmocnienia? Na odpowiedź musimy jeszcze trochę poczekać.