Santiago Bernabéu z akredytacją w ręku: relacja z meczu Real Madryt – APOEL FC

W minioną środę Królewscy rozpoczęli walkę o trzynaste zwycięstwo w historii w Lidze Mistrzów, a ja miałam okazję zobaczyć tamto spotkanie z perspektywy dziennikarza – z akredytacją „prensa escrita”, czyli „prasa pisana”. Wszyscy doskonale wiemy, że Real Madryt pokonał APOEL FC 3:0 po dwóch bramkach Cristiano Ronaldo i przewrotce Sergio Ramosa – jak wyglądało to jednak z mojego punktu widzenia?

Należałoby rozpocząć od tego, że wszystko zaczęło się już dzień przed meczem – we wtorek, gdy mogłam wziąć udział w konferencji prasowej Keylora Navasa i Zinedine’a Zidane’a w miasteczku sportowym w Valdebebas. Wcześniej była co prawda też część treningu otwarta dla mediów, ale pech chciał, że na nią nie zdążyłam. W sali konferencyjnej byłam natomiast zaskoczona, że pomimo, iż dziennikarzy było sporo, to mimo wszystko ciągle zostawało wiele wolnych miejsc, ale być może to kwestia jej wielkości. Na samym początku mogliśmy wysłuchać kilku słów o nowym projekcie UEFA, a potem pojawił się Keylor – miałam wrażenie, że nie był w najlepszym humorze, więc szybko odpowiedział na kilka pytań i wyszedł po paru minutach. Na trenera musieliśmy jednak czekać o wiele dłużej, ale gdy już przyszedł, został na znacznie dłużej niż Kostarykanin. Odpowiadał na pytania zarówno po hiszpańsku, jak i po francusku (jak dobrze, że uczę się obu), a czasami mieszając – wplatając np. jedno słówko z hiszpańskiego w wypowiedź po francusku, co bez wątpienia było dość zabawne. Pytań nie brakowało, odpowiedział na wszystkie i konferencja się skończyła. Mieć Zizou tak blisko to jednak naprawdę niesamowita sprawa.

Ja na piechotę wróciłam na przystanek cercanías (podziemny pociąg, ale nie metro) … a blisko nie jest, bo płot jest dość długi, a do tego słońce i upał. Byłam jednak w tak dobrym humorze, że droga minęła mi dość szybko.

W środę przed meczem w biurach Santiago Bernabéu odebrałam akredytację i zadowolona poszłam zająć swoje miejsce. Dla mediów wyznaczonych jest kilka stref – telewizje nad lożami, radia i telewizje oraz część prasy na stanowiskach, które wszyscy zawsze widzą, jako stanowiska dziennikarzy (nie ma krzesełek, są charakterystyczne miejsca nad ławkami rezerwowych) oraz reszta prasy o poziom wyżej – ja byłam właśnie tam. Mamy tam sporo miejsca, stolik, dostęp do kontaktu, żeby podładować laptopa czy telefon, catering i świetny widok na murawę. Choć dość wysoko, to na samym środku boiska. Z tamtej perspektywy obejrzałam całe spotkanie i wyszłam ze stadionu jako jedna z ostatnich osób – kibicom każe się wychodzić tuż po ostatnim gwizdku, ale dziennikarze mogą zostać ile chcą, chyba, że idą na pomeczową konferencję prasową ( ja niestety nie poszłam, bo okazało się, że w Realu Madryt panują trochę inne zasady i jeden wniosek nie wystarczy, na wszystko potrzeba osobny). Muszę jednak przyznać, że bycie na pustym stadionie nocą to naprawdę fajne uczucie.

 

 

 

I na tym się skończyło. Wrażenia? Super. Całkiem nowe doświadczenie i na pewno pewna lekcja na przyszłość, bo mam nadzieję, że jeszcze nieraz tam wrócę.