Zidane i sześciu odzyskanych

Cztery mecze, 360 minut, tyle wystarczyło Zinédine Zidane’owi aby postawić nowe fundamenty, a stare jeszcze bardziej wzmocnić. Piłkarze o niekwestionowanych umiejętnościach byli u Rafy Beníteza tylko rezerwowymi. Przyjście Zidane’a pozwoliło Jamesowi, Kroosowi, Modrićowi, Isco, Carvajalowi czy Jesé zrobić krok w przód i zademonstrować w pełni swój talent. Zizou, jak na razie, poradził sobie z tym problemem bardzo dobrze.
Najtrudniejsze jednak dopiero nadejdzie. Piłkarze Królewskich zgodnie podkreślają, że Liga nie jest jeszcze przegrana i będą o nią walczyć do samego końca. Przed Los Blancos nie tylko walka w lidze, ale przede wszystkim walka w Lidze Mistrzów. Francuski trener przygotowuje swoich podopiecznych pod kątem dwumeczu z Romą, a patrząc na ostatnie poczynania drużyny można stwierdzić, że nowy trener znalazł wspólny język z szatnią.
James, „10” od wszystkiego
Od takiego piłkarza jak James Rodríguez oczekuje się niezapomnianych asyst, takich jak idealne dogranie na głowę Karima Benzemy w meczu z Espanyolem. Nikogo nie zaskakuje łatwość zejścia do środka i uderzenie lewą stopą w taki sposób, że piłka znajduje drogę do bramki. Nikt nie jest zaskoczony, kiedy to podaje piłkę „na nos” do ustawionego pięćdziesiąt metrów dalej kolegi. Nie tylko niesamowite umiejętności, ale także zaangażowanie Kolumbijczyka budzą podziw. Drugi wynik pod względem przebiegniętych kilometrów w meczu przeciwko Papużkom mimo, że w drużynie jest kilka innych nazwisk nastawionych na bardziej fizyczną pracę. Bernabéu także zauważyło tytaniczną robotę byłego zawodnika m.in. Porto i przy heroicznej walce o piłkę nagradzało go owacjami. Kibice znają jego możliwości, kilka niesamowitych bramek tylko to potwierdza, ale fani zawsze doceniają walkę do samego końca.
Zidane i sztab szkoleniowy od samego początku chcieli „nowego” Jamesa. Dlatego tez nikt nie wahał się ani chwili, żeby przygotować dla „10” Realu Madryt odpowiedni plan treningowy, który pozwolił mu wrócić do optymalnej formy. James to wciąż uśpiony heros, który dzięki pracy z Zidane’em powoli wybudza się ze snu. Trener pozwolił mu zagrać w niedzielnym spotkaniu pełne 90 minut, co ostatni raz miało miejsce w meczu z Villarreal.
Modrić, rozpalone Bernabéu
Zidane zaufał Modrićowi. Były reprezentant Francji chce, aby chorwacki piłkarz był łącznikiem pomiędzy tymi, co bronią i tymi, co atakują. Luka wziął ciężar gry na siebie. W ostatnim meczu mogliśmy podziwiać recital jego zagrań, które rozgrzały Bernabéu. Kiedy sztab trenerski uznał, że najwyższa pora aby dać odpocząć pomocnikowi, kibice podziękowali mu za grę jedną z najdłuższych owacji w ostatnim czasie. Modrić jest tym, którego wszyscy kochają.
Kroos, maszynista lokomotywy
Prawie nikomu nie wydawało się, że wraz z przyjściem Beníteza Toni zatraci swoją jakość. A jednak. Niemiec stracił swoją pewność, a jakość podań stała na niskim poziomie, przez co przestał być uważany za wzór pracy i niezawodności. Wraz z pojawieniem się w szatni Zidane’a pojawił się „stary” Kroos, pewny swoich zagrań, który swoją obecnością na boisku jest w stanie kontrolować grę drużyny.
Isco, najwięcej biegający i odzyskujący
Biega więcej niż ktokolwiek inny, skacze, walczy, odzyskuje piłki… więcej na temat Isco pisaliśmy TUTAJ

Carvajal, koniec debaty na temat obsady prawej strony obrony
Przed nowym sezonem wielu zastanawiało się nad tym, kto będzie biegał z prawej strony bloku defensywy Królewskich. Latem w Madrycie pojawił się Danilo, za którego działacze zapłacili aż 31 milionów euro. Na początku sezonu, z Benítezem na ławce, to Brazylijczyk zaczynał spotkania. Seria kontuzji spowodowała, że rywalizacja o miejsce w składzie nieco się uspokoiła, jednak po powrocie do pełnej dyspozycji Dani udowodnił swoją wartość, a byłego piłkarza Porto mogliśmy oglądać po przeciwnej stronie boiska.
W meczach z Deportivo i Sportingiem wychowanek Królewskich przypomniał sobie o swoich najlepszych występach. W spotkaniu z Betisem Zidane pozwolił Danilo zaprezentować swoje umiejętności, jednak gdy nie wszystko toczyło się po myśli trenerów, nie wahali się oni ani chwili przed wymianą Brazylijczyka na Hiszpana. W meczu z Espanyolem Carvajal wrócił do pierwszej jedenastki. Dani może czuć zaufanie ze strony Zizou, czego być może mu brakowało w pierwszych dniach kadencji Rafy. Francuz dał mu szansę, a on odpłacił mu się w najlepszy możliwy sposób
Jesé, od zapomnienia do piłkarza numer „12”
Już dawno nie mogliśmy zaobserwować takiej zmiany u piłkarza po zmianie trenera. U Beníteza na pierwszy skład mógł liczyć tylko w meczu z Cadiz, a znacznie częściej oglądał poczynania swoich kolegów z ławki lub trybun, rzadko kiedy pojawiając się na boisku.
Przyszedł Zidane i od samego początku obdarzył go swoim zaufaniem. Młody Hiszpan nie musiał już oglądać meczów z wysokości loży VIP, a w pierwszych czterech meczach nowego trenera za każdym razem meldował się na boisku (w sumie przebywał na murawie 101 minut).
W ciągu stu minut mogliśmy zaobserwować jego szybkość, przekonanie do swoich umiejętności, zarówno tych w mijaniu przeciwnika jak i zagrań, które mogą zamieniać na bramki jego koledzy. Zidane dobrze zna możliwości swojego podopiecznego, ponieważ za kadencji Carlo Ancelottiego, kiedy to obecny trener był asystentem Włocha, obaj Panowie pracowali ze sobą po treningach. Po ciężkiej kontuzji Zizou wie, że jedyne czego mu teraz potrzeba to zaufania i dobrego słowa, a to przyniesie oczekiwane rezultaty. Na ten moment Jesé może liczyć tylko na wejścia z ławki, ale trenerzy w pełni na niego liczą.