Real Madryt - kibice 3
Mateusz Czarnecki

Vinícius Júnior ostro skrytykował sposób ogłoszenia czteromeczowego zawieszenia w lidze i odniósł się do decyzji sędziów. Po meczu Ligi Mistrzów z Romą (4:3) mówił także o gwizdach kibiców Realu Madryt oraz swojej słabszej formie.

Vinícius Júnior o zawieszeniu i czerwonej kartce

Brazylijczyk dowiedział się, że został zawieszony na cztery spotkania ligowe. Po meczu z Romą nie krył niezadowolenia ze sposobu, w jaki przekazano mu tę informację.

„Mieli cały dzień, żeby ogłosić decyzję, a poinformowali mnie o niej dokładnie wtedy, gdy przyjechałem na stadion. Nie rozumiem, dlaczego zrobiono to w ten sposób. To zupełnie nowa zasada i nikt nam niczego nie wyjaśnił. Zawsze przychodzą przedstawiciele sędziów lub ligi, żeby omówić nowości, ale o tej konkretnej nie powiedziano nam ani słowa. Ostatecznie czerwoną kartkę dostaję ja, bo tak jest najłatwiej” – powiedział zawodnik.

Vinícius wrócił również do sytuacji, która doprowadziła do jego wykluczenia. „Próbowałem uwolnić się od zawodnika, który stał przede mną, i złapałem go za włosy. Nigdy nie zachowywałem się agresywnie wobec kolegi z drużyny. Zawsze staram się zachować spokój. Ciągle mnie kopią i faulują, a na koniec kartkę i tak dostaję ja” – stwierdził.

Gwizdy na Santiago Bernabéu

Brazylijczyk odniósł się także do gwizdów, które usłyszał z trybun Santiago Bernabéu. Podkreślił, że rozumie prawo kibiców do wyrażania opinii, choć przyznał, że wsparcie fanów pomaga drużynie.

„Takie reakcje na pewno nie pomagają, ale kibice płacą za bilety i mają pełne prawo wyrażać swoje zdanie. Znacznie lepiej jest czuć ich wsparcie, bo wtedy gramy mocniej – ja, Kylian, Jude i cały zespół. Łatwiej krytykować mnie, bo jestem tu od lat i należę do kapitanów. Wolę, żeby presja i gwizdy spadały na mnie, a nie na któregoś z młodszych chłopaków” – powiedział Vinícius.

„Vini zawsze wraca”

Napastnik przyznał, że jest zły na siebie z powodu swojej dyspozycji, ale nie traci wiary w to, że wróci do formy. Przypomniał, że do Realu Madryt trafił jako 18-latek, a początkowo nie brakowało osób, które wątpiły w jego umiejętności.

„Nie martwię się, tylko jestem na siebie zły. Trafiłem do tego klubu, gdy miałem zaledwie 18 lat. Wielu ludzi się ze mnie śmiało i mówiło, że nie będę strzelał goli, a dziś mam na koncie ponad 100 bramek i wiele trofeów zdobytych w tej koszulce. Przechodzę trudny okres, ale Vini zawsze wraca. Będę ciężko pracował, żeby pomóc drużynie wrócić na szczyt” – zapowiedział.